PROJEKT: PRODUKTYWNOŚĆ

Czas czytania: 4 minut

Dziś przedstawiam Wam książkę Projekt: produktywność. Została mi polecona, a że produktywność / efektywność jest dla mnie istotna, nie mogłam nie sprawdzić.

Uwielbiam książki. Wybieram je dość starannie, niekoniecznie kierując się listami sprzedaży. Zazwyczaj bazuję na poleceniach od ludzi, których uważam za autorytet pod jakimś konkretnym względem. Nie daje to gwarancji, ale zdecydowanie zwiększa prawdopodobieństwo, że czas poświęcony na przeczytanie konkretnej pozycji, uznam za dobrze wykorzystany. Oczywiście jeśli ktoś jest ekspertem w gotowaniu, wcale nie znaczy, że będzie umiał doradzić wartościowe lektury np. w zakresie psychologii, ale to temat na zupełnie inną historię. 

Na wstępie muszę Ci wyznać, że książek o produktywności, zarządzaniu czasem, ogarnianiu rzeczywistości i wielu innych aspektach, które dla mnie na efektywność się składają, przeczytałam kilkanaście, tak więc moje oczekiwania rosną – najzwyczajniej w świecie oczekuję od każdej kolejnej, że wniesie coś, czego nie wniosły poprzedniczki. 

Do rzeczy.

Autorem książki jest Chris Bailey (http://chrisbailey.ca). Książka jest zapisem przebiegu i wniosków z rocznego projektu, który miał odkryć metody pozwalające na zwiększanie osobistej produktywności. 

Sam pomysł jest dość interesujący. Chris przez rok testował po kolei wszystko co mogło wpłynąć na jego produktywność. W doborze metod do testów opierał się zarówno na poradnikach, jak i badaniach naukowych z tego obszaru. 

Znajdziesz tu więc historie wielogodzinnych medytacji, tygodnia w odosobnieniu czy nawet specjalnej diety. 

Wartościowe spostrzeżenia

Nie można książce odmówić kilku, a może nawet kilkunastu wartościowych spostrzeżeń. Autor kładzie duży nacisk na rozróżnienie pomiędzy efektywnością a produktywnością, temu jednak poświęcę oddzielny wpis.

To co zdecydowanie biorę dla siebie z tej lektury to podstawowe czynniki, które wpływają na ostateczną efektywność: czas, energia i uwaga. 

Przez długi czas podchodziłam do efektywności, jako do zarządzania czasem, zarządzania sobą w czasie itp. Generalnie to czas właśnie był podstawową kategorią mojego myślenia o efektywności. 

Energia a produktywność

Powoli zaczęło się to zmieniać kilka lat temu, kiedy zaczęłam więcej pisać. No więc pisanie artykułu czy książki, a  np. odpowiadanie na maile lub poszukiwanie informacji w sieci, to czynności wymagające zupełnie innej energii. Do pisania potrzebuję spokoju, ciszy (to czynniki zewnętrzne), ale i maksymalnej formy (czynnik wewnętrzny), właśnie w kontekście energii witalnej. Zmęczona nie napiszę niczego sensownego, a nawet jak uda mi się coś wypocić, to będzie to męczarnia. A ja przecież lubię pisać. 

No właśnie. Poziom energii w ciągu dnia jest zmienny, ale charakteryzuje się też pewnymi wzorcami. Chris proponuje eksperyment zapisywania co godzinę subiektywnego odczucia własnego poziomu energii. Przyznam się, że próbowałam, ale po kilku dniach odpuściłam. Stało się tak między innymi dlatego, że siadając do biurka jestem dość świadoma, by zadać sobie pytanie jaką mam energię i wiem już jakie zadania przy określonym poziomie energii wykonuje mi się najsprawniej. Znam też swój uśredniony rozkład energii w ciągu dnia. 

Jeśli przespałam około 8 godzin to w zasadzie 30 minut po wstaniu z łóżka mogę siadać do komputera i pisać. Jeśli spałam krócej to przeważnie z samego rana decyduję się na mniej wymagające zadania i do pisania siadam dopiero około 10. 

Na poziom energii w ciągu dnia wpływają zarówno ilość snu, dieta (cukier, kofeina, alkohol, wielkość porcji, godziny posiłków itp), pogoda (w moim przypadku nawet bardzo), przestrzeń, w której przebywasz i wiele innych czynników. Na niektóre wpływ masz, z innymi trzeba sobie po prostu jakoś radzić. 

Najważniejsze jednak jest to, żeby być uważnym na to jaką energię masz w danym momencie i świadomie sprawdzać jaki poziom energii konieczny jest do wykonania poszczególnych zadań. Trzeba znaleźć swój rytm. Jeśli się teraz krzywisz – nie mówiłam, że będzie łatwo 🙂

Uwaga

Energia jest bezpośrednio związana z uwagą. Im mniej energii tym trudniej utrzymać skupienie i tym łatwiej poddać się typowo ssaczym potrzebom. Do wykonywania kreatywnych zadań, ale i po prostu do opierania się pokusie zerknięcia na fejsika potrzebny Ci jest System 2 – czyli powolna, ale zdolna do świadomego podejmowania decyzji część Twojego umysłu (pisałam o tym więcej tutaj i tutaj). Kiedy jesteś zmęczona, no cóż, stery przejmuje System 1, czyli szybki i automatyczny system reagowania. Jeśli masz nawyk sięgania po telefon kiedy się nudzisz – przy niskim poziomie energii na pewno to zrobisz (o usuwaniu przeszkadzaczy przeczytasz też tutaj i tutaj). 

Uważność można jednak trenować. Tak jak i można kształtować swoje nawyki. Dla jednego i drugiego konieczna jest jednak świadomość tego jaki jest stan obecny.

Chris w swojej książce jako doskonały sposób ćwiczenia uważności, a więc i podwyższania poziomu koncentracji, podaje medytację. Nie jestem mistrzem medytacji, ale staram się ją praktykować codziennie. Skutek jest różny, wiem jednak, że na dłuższą metę bez tych małych kroków niczego nie da się zrobić. 

A Ty medytujesz? Co dla Ciebie jest największym wyzwaniem? Dla mnie na pewno nieocenianie tego, że mój umysł błądzi, ale i tej łagodności uczę się codziennie 🙂

Czas

No i czas. Temu zagadnieniu Chris poświęca najmniej miejsca, bo czasu każdy z nas ma tyle samo i więcej go mieć nie będzie. Cała sztuka polega na tym, by postanowić ile czasu poświęcasz na pracę czy inne zadania. Najlepiej by był to jak najkrótszy czas. Moje odczucia są takie, że po pierwszych próbach z jakimś określonym zadaniem, rzeczywiście każdy kolejny raz jest prostszy i warto uwzględniać to w harmonogramie. 

Najważniejsze jednak chyba jest to, żeby umieć sobie odpowiedzieć na pytanie czy to co robię przybliża mnie do mojego celu. W chwilach kiedy mamy mało energii i nasza uwaga błądzi, łatwo ugrząźć w bieżących i istotnych, ale nie kluczowych dla realizacji celu, zadaniach. Tu z pomocą może przyjść delegacja zadań lub po prostu rezygnacja z części z nich. 

Książka a rzeczywistość

Jest jednak jedna bardzo istotna wada tej książki. Oczywiście wada z mojego punktu widzenia. Pomimo wielu wartościowych spostrzeżeń, które dla siebie wyciągam lub utrwalam, nie mogłam pozbyć się uczucia, że rzeczywistość, o której pisze autor jest bardzo odległa od tego, w jakim świecie żyję ja. 

Chris podczas swojego rocznego eksperymentu mógł pozwolić sobie na odstawienie pracy zawodowej (którą ostatecznie stał się konsulting dotyczący produktywności). Nie musiał więc mierzyć się ze środowiskiem biura, w którym na wiele rzeczy nie ma się wpływu lub jest on ograniczony. 

Największą jednak różnicą w moim odczuciu jest to, że Chris nie posiada dziecka. Piszę to z perspektywy osoby, która ogarnia swój mały wszechświat a w nim: kilkuletniego synka, męża, własną działalność gospodarczą, studia doktoranckie i podyplomowe, ze dwa projekty pro bono i to chyba nie koniec, ale lista zaczyna być zbyt długa.

Czytając książkę Chrisa miałam więc nieodparte wrażenie, że może to wszystko o czym on pisze jest fajne, może nawet przydatne, ale moje potrzeby są o wiele większe. 

Na pewno więc zachęcam Cię do uważnego przyglądania się sobie, swojej energii i poziomowi uwagi w ciągu dnia, a potem eksperymentowania z tą wiedzą. Wierzę, że takie podejście może wprowadzić dużo ładu i satysfakcji do codziennych działań. 

A może masz swoje sposoby na podnoszenie poziomu energii i uwagi? Chętnie je poznam.