Efektywność przed Świętami – co zrobić żeby nie zwariować?

Czas czytania: 2 minut

Ten wpis będzie trochę inny. Trochę bardziej osobisty. Nie zdradzę Ci magicznych sposobów na ogarnięcie rzeczy nie do ogarnięcia, bo ich najzwyczajniej w świecie nie znam. Opowiem Ci jednak o tym jak inaczej można patrzeć na efektywność.

Początek grudnia to dla mnie zawsze trudny czas. Z jednej strony odzywa się tęsknota za choinką, radosnym nastrojem i ciepłem – wiecie taki obrazek z amerykańskiego filmu, no w najgorszym razie z francuskiego. Reklamy zabawek, sanek i ozdób świątecznych, które pojawiają się w sklepach miesiąc wcześniej rozbudzają oczekiwania i tęsknoty. Przynajmniej we mnie. Z drugiej strony nie mam jeszcze amnezji i pamiętam jak święta wyglądają na prawdę. Wszyscy pędzą ulicami wkurzając się na siebie, bo każdy ma mało czasu, a prezenty trzeba kupić. Wszędzie kolejki, bo trzeba narobić jedzenia jak dla pułku wojska nawet jeśli pies z kulawą nogą w święta do nas nie zawita. W powietrzu wraz z bajkowością unosi się złowrogie napięcie. Tego nie lubię. Czasem mam wrażenie, że wszyscy wariują. 

W biznesie wcale nie jest lepiej. Koniec roku – ostatnia szansa na zrobienie planów czy realizację innych celów zawodowych. Napięcie u jednych zderza się z wyluzowaniem i odpuszczaniem wszystkiego u innych. 

Przez większość roku skupiam się mocno na konkretnych działaniach, na podnoszeniu efektywności tego co i jak robię, na produktywności i innych super ważnych i super poważnych rzeczach. Ale nie w grudniu. Przynajmniej nie w tym roku. 

W tym miesiącu chcę skupić się na tym, by móc doświadczać świątecznych tradycji po swojemu. 

Nie interesuje mnie najpiękniejsza choinka na osiedlu. Interesuje mnie choinka, którą ubiorę z moim trzyletnim synkiem w ozdoby, które sami zrobimy. I wiem na pewno, że nie będą to ozdoby, które dostałyby miliony lajków. Będą niezdarne w swej prostocie i pełne czasu, którego nie spędzę na zakupach wybierając ozdoby instagramfriendly. 

Nie interesuje mnie pięknie udekorowany stół zastawiony dwunastoma potrawami. Interesuje mnie stół, na którym stanie może ze dwie potrawy, które po raz pierwszy zrobię sama. I wiem na pewno, że nie będą to rarytasy. Będą niedoskonałe i pełne odwagi, którą będę musiała się wykazać, żeby poczęstować nimi ludzi, którzy najprawdopodobniej zrobiliby je lepiej. 

W tym miesiącu chcę też podsumować swój rok, niekoniecznie czyniąc postanowienia na kolejny. Chcę wyciągnąć wnioski nie tylko z postępów w pracy, ale też z postępów w moim rozwoju jako istoty myślącej i czującej. Tak właśnie – chcę zastanowić się nad moimi uczuciami. Nad tym czego chcę, co w moim życiu jest moje, a co tylko takim się wydaje. 

W tym miesiącu nie chcę gonić za oczekiwaniami, nie chcę nawet próbować im sprostać. Chcę po prostu być i nie wariować. 

A Ty?