Czy 4-godzinny tydzień pracy jest dla mnie?

Czas czytania: 2 minut

Dziś kolejna książka – 4-godzinny tydzień pracy Tima Ferrisa. Większość książek, które trafia z moje ręce musi odczekać dość sporo czasu zanim się za nie zabiorę – kupuję zdecydowanie szybciej niż czytam. Ta książka czekała zdecydowanie dłużej. Przez długi czas, pomimo mojego zaciekawienia w obszarze efektywności i produktywności osobistej, trudno mi było się za nią wziąć bez poczucia, że to może być kiepsko spożytkowana energia i czas.

Zwracam jednak honor, bo choć wiele jest tam elementów, które pasują do mojej rzeczywistości jak kwiatek do kożucha, to znalazłam tam również wiele ważnych dla mnie pytań i całkiem sporo wskazówek, które nieco skorygowały moje myślenie w kilku sferach działania.

Na początek warto wiedzieć, że książka jest jak ja to nazywam mocno „amerykańska”. Dla mnie oznacza to tyle, że nie do końca pasuje do realiów, w których funkcjonuję, ale przy odrobinie wyobraźni i otwartości na inne spojrzenia można wyciągnąć z historii prezentowanych przez Tima sporo wartościowych rzeczy. 

Konkrety 

To co bardzo mi się spodobało w książce to konkretne przykłady. Nie chodzi mi nawet o przytaczane historie, a raczej o poziom szczegółowości, na którym autor nimi operuje. 

I tak na przykład w bardzo prosty sposób pokazuje jak ułatwić sobie podejmowanie decyzji w sferze zawodowej. Oczywiście przerobiłam ten schemat również na sferę poza zawodową i okazuje się przydatny.

żródło: 4-godzinny tydzień pracy, Timothy Ferriss, str. 196

Zawsze uderza mnie to, jak sprawiające wrażenie oczywistych, proste rozwiązania zmieniają nastawienie do konkretnych sytuacji. 

Kiedy Tim pisze o zlecaniu zadań wirtualnej asystentce to robi to między innymi pokazując konkretne wiadomości, które bardzo pomagają w zrozumieniu tego jak konstruować zadania i jak je przekazywać, żeby uzyskać duże prawdopodobieństwo tego, że osoba po drugiej stronie odczyta to tak jak chcesz i wykona zadanie. 

Konkretnie też rozprawia się z wieloma mitami – jak chociażby ten, że pomoc aystenta jest droga. Prostymi sposobami (jak podanie ścieżki krok po kroku do przeliczenia konkretnych przypadków) pokazuje, że sporo problemów kotłuje się w głowach i niepotrzebnie wstrzymuje nas od realizacji celów. Są też jednak i takie rzeczy w książce, które wydają się (przynajmniej mi) zdecydowanie mniej przydatne – np. nazwy firm z Indii, z których Tim korzysta w obszarze wirtualnej asysty 🙂

Własny produkt

Historia Tima to też historia tworzenia własnego produktu. I nie nie chodzi wcale o to, że Tim własnoręcznie jakiś produkt wykonuje, albo że jest genialnym wynalazcą. To raczej sprawny przedsiębiorca, który kupuje, sprzedaje i inwestuje. W książce zaś pokazuje najważniejsze (bo na pewno nie wszystkie) sposoby na to jak tę przedsiębiorczość u siebie rozwijać, a nawet jak taki produkt stworzyć. 

Czy to daje gwarancję sukcesu? Oczywiście, że nie. Nie ma też pewności, że postępując krok po kroku tak jak Tim (czy jakikolwiek inny człowiek sukcesu) osiągnie się chociażby zbliżone rezultaty. Wagi szczęścia lub ślepego losu (w zależności od Twoich preferencji) nie można przecenić. 

Uważam jednak, że warto sięgnąć po tę książkę. Każdy rozdział kończy się ćwiczeniami i pytaniami, które warto przepracować samodzielnie. I to chyba największa wartość – zatrzymanie się na chwilę i zastanowienie czy to co robię ma sens i czy to w jaki sposób to robię jest dla mnie najlepsze, a do tego Tim gorąco zachęca.

P.S. Tytuł książki nie jest przypadkowy. Tim prezentuje swoją receptę, a właściwie cały system, na prowadzenie biznesu i pracę tylko przez 4 godziny w tygodniu. Co zrobiłabyś z pozostałą częścią czasu?